Odsypiam po wczorajszej nocy

środa; 25 czerwiec 2008

Arleta P.:
Odsypiam dziś po wczorajszej nocy. Bardzo męcząca.
Czytałam o tych piętnastolatkach ze Stanów, które tak grupowo postanowiły w ciąże pozachodzić. Głupota totalna…

Lubisz s.e.k.s.?

wtorek; 24 czerwiec 2008

Arleta P.:
Dostałam dziś od mojej przyjaciółki Joli sms o takiej treści: Lubisz s.e.k.s.?… Odpowiedziałam stanowczo: Tak. Szczególnie mikser. No, bo co można odpowiedzieć na pytanie: Lubisz swoje elektryczne kuchenne sprzęty?
A teraz już trochę poważniej… Byłam rano na pierwszych zajęciach z jogi. Rewelacja! Naprawdę w porównaniu z tymi na UW niebo a ziemia. I nie chodzi mi o to, że ten przystojniutki pan Artur nic nie wymaga. Wymaga, wymaga… i to ile. Ale robi to w taki sposób, że aż chce się go słuchać i wykonywać polecenia. Sama sala gimnastyczna jest świetna, po zajęciach można pójść bez obaw pod prysznic, bo rzeczy zostawia się w zamykanych na klucz szafkach o czym na Uniwerku chyba w życiu by nie pomyśleli. Cóż, skoro nie pomyśleli tam o prysznicach… Ale czego wymagać od państwowego molocha zarządzanego tak samo jak w czasach Bieruta i Gomułki
Poza tym z samego rana przed pracą wpadł do mnie Piotr na pół godzinki. Chciałam mu zrobić nawet śniadanie, ale zaraz musiał się zwijać do biura. Takie jest życie adwokata – osobiście nie zazdroszczę… Niby się dobrze (a nawet bardzo dobrze…) zarabia, to jednak trzeba się przy tym nadenerwować jak mało gdzie. Nikogo tak zestresowanego jak on w życiu nie spotkałam.

Zrobiłam sobie dobrze

poniedziałek; 23 czerwiec 2008

Arleta P.:
Podobno co się odwlecze to nie uciecze. W sobotę się nie udało, ale dziś już tak. I to w dodatku za jedyne dwie i pół stówki miesięcznie. Zapisałam się na jogę właściwie trzysta metrów od domu w eleganckiej sali gimnastycznej z ogromnymi oknami z których jest całkiem przyjemny widok na zielony park. I już jutro zaczynam. A potem w każdy wtorek i czwartek. Mogę chodzić nawet częściej, ale chyba co za dużo to niezdrowo. Więc będzie dwa razy w tygodniu. Pomiędzy tą obskurną salą gimnastyczną na UW a tym co będę miała teraz to jak niebo a ziemia. Żegnaj nawiedzona wegetarianko!
Zajęcia będzie prowadził całkiem interesująco wyglądający pan Artur, który na pewno nie wygląda na takiego, który się żywi tylko sałatką i marchewką. Punkt dla pana Artura. Wegetarianie do piachu.
Z tej radości poszłam sobie do kawiarni na Starym Mieście, zjadłam lody i zaczęłam się uśmiechać do ludzi. Ludzie też uśmiechali się do mnie… Żyć nie umierać. Chyba sporo jak na jedno przedpołudnie.
Teraz idę na francuski, a wieczorem… wieczorem też się będę dobrze bawiła.

Wieczór z Wojtkiem

niedziela; 22 czerwiec 2008

Arleta P.:
Planowałam wczoraj poszukanie sobie jakichś zajęć z jogi na wakacje, ale jak tylko wyszłam z mieszkania i wsiadłam do samochodu to zadzwonił do mnie na komórkę Wojtek. To popołudnie, wieczór i – jak się później okazało – noc spędziliśmy więc razem. Wojtkowi nigdy się nie odmawia, tym bardziej, że zaprosił mnie na uroczą kolację w milutkiej pachnącej aromatycznymi owocami restauracji. Świece, kelnerzy w białych koszulach ze sztywnym kołnierzem, pyszne wino… Wojtek lubi takie romantyczne scenerie, ja też lubię… Było naprawdę miło.
Dopiero wstałam, Wojtek wyszedł wczesnym rankiem i pojechał do rodziny na Śląsku. Na odchodne zrobił mi nawet poranną kawę. Gest doceniam.
Właściwie to mogłabym dziś nie wstawać z łóżka, ale szkoda mi się zrobiło tego ślicznego słoneczka za oknem. Wybiorę się do Łazienek na długi długi spacer. Ale to dopiero za kilka godzin, bo na razie poczytam sobie gazety w internecie, potem przydałoby się zjeść jakieś śniadanie, wziąć długą kąpiel z górą piany… Trochę to zajmie. I dobrze.

Wakacyjne zajęcia z jogi

sobota; 21 czerwiec 2008

Arleta P.:
Przez cały drugi semestr chodziłam na jogę. Nie do końca rozumiem idee obowiązkowego wuefu dla studentów, ale skoro i tak musiałam to postanowiłam zapisać się na coś interesującego. Przecież nie będę chodziła na siłownię, żeby potem wyglądać jak Schwarzenergger w spódnicy… Zapisałam się więc na jogę. I naprawdę nie żałuję. Może i zajęcia były prowadzone przez zbzikowaną dziewuchę z przerośniętym ego, której się wydawało, że joga jest najważniejszym elementem życia i która próbowała nam wtłoczyć do głowy, że tylko dzięki jodze dostaniemy się do raju; może i wszystko to odbywało się w skandalicznym brudzie i ciasnocie, ale dałam radę.
I teraz postanowiłam, że zapiszę się na jakieś normalne zajęcia, które będą prowadzone przez normalną osobę bez misji zmieniania świata i które będą prowadzone w jakimś miłym i przede wszystkim czystym miejscu. W przyszłym semestrze na pewno już nie wrócę na zajęcia na uniwersytecie. Nie wiem jeszcze co wykombinuje, ale nie mam już ochoty tarzać się po tej brudnej podłodze i słuchać o wegetarianizmie i jedności wszechrzeczy. Gdybym poszła na siłownię to na pewno nikt by mi nie opowiadał takich natchnionych bzdur.
Dzisiejsze popołudnie mam wolne więc spokojnie mogę je poświęcić na przejażdżkę po kilku miejscach i sprawdzenie jakie warunki i gdzie są oferowane. Zobaczymy, co z tego wyniknie.