Patologiczna rodzina

czwartek; 19 czerwiec 2008

Arleta P.:
Muszę zmartwić wszystkich tych, którzy oczekiwaliby jakichś patologii w mojej rodzinie. Skąd mi się to wzięło, żeby właśnie o tym pisać? Otóż przeczytałam we Wprost felieton Skiby, który napisał, że bez patologicznych rodziców nie można zrobić niczego ciekawego w życiu. Felieton nawet mi się podobał, bo mało było w nim żonglerki słownej z której znany jest Skiba, za to były normalne myśli. I chociaż się z nimi nie zgadzam, to muszę przyznać, że gdyby autor zawsze pisałby w ten sposób, a nie silił się na śmieszne kombinacje znaczeniami słów, które wychodzą mu mało śmiesznie, czytałabym go dużo częściej.
Tak. Miałam szczęśliwe dzieciństwo i nie musiałam chodzić do szkoły pod górkę ani przez pole minowe. Nie miałam konfliktu pokoleniowego z rodzicami, nikt mnie nie bił kablem od żelazka, moja mama nie oddała mnie za pół litra wódki, nikt nie przegrał mnie w karty w burdelu, nie sprzedał za działkę narkotyków, nie zostawił w pobliskim rowie, nie podrzucił jak paczkę z niechcianą odzieżą do domu dziadków.
I żyję. Przyjechałam do Warszawy z maleńkiej wsi na Podlasiu (niecałe dwadzieścia chałup). Dostałam się na najlepszy uniwersytet w Polsce z niezłym wynikiem i przetrwałam na nim pierwszy rok na wydziale na którym było prawie dziesięciu chętnych na jedno miejsce. Podobno pierwszy rok jest najtrudniejszy… Mam własne pieniądze i nie muszę już o nic prosić mojego ojca, chociaż wiem, żeby nigdy nie odmówił mi pomocy. Mam nowych przyjaciół, chociaż przyjechałam, tutaj sama i nie miałam nikogo znajomego w Warszawie. Poradziłam sobie, bo moi rodzice zawsze byli dla mnie dobrzy, nauczyli mnie samodzielności i odpowiedzialności za siebie i bardzo mnie kochali. Czasami było mi ciężko, czasami chciałam się poddać i rzucić to wszystko w diabły, ale nie zrobiłam tego, bo wiedziałam, że życie nie polega na tym, żeby uciec, ale na tym, żeby z niego korzystać. I żyć.
Skiba nie ma racji. Można odnieść w życiu sukces jeśli ma się zwyczajną i kochającą się rodzinę. Ojciec pedofil i alkoholik oraz matka prostytutka i złodziejka nie jest wcale do tego potrzebna. Według mnie tylko nieudacznicy powołują się na swoich przodków i próbują podleczyć swoje kompleksy ich sukcesami, albo właśnie tym, że są wspaniali właśnie dlatego, że pokonali koszmary z dzieciństwa. Nie pokonali, bo jeśli na każdym kroku powtarzają, że matka ich biła, a ojciec pił to nadal w nich to jest. Nadal są pod ich wpływem. Nadal.
Nie interesują mnie pokręcone nieszczęśliwe dorosłe dzieci, które nie potrafią się odczepić od maminej spódnicy. Nie interesują mnie ich problemy, bóle egzystencjalne, kompleksy i wszystko inne co ich dotyczy. Chcę być szczęśliwa i dlatego emo-dorośli są u mnie na starcie skreśleni. Jęczcie sobie we własne poduszki i skarżcie się sobie nawzajem ze swoich urojonych problemów. Mnie dajcie żyć.