Wieczór z Wojtkiem
niedziela; 22 czerwiec 2008
Arleta P.:
Planowałam wczoraj poszukanie sobie jakichś zajęć z jogi na wakacje, ale jak tylko wyszłam z mieszkania i wsiadłam do samochodu to zadzwonił do mnie na komórkę Wojtek. To popołudnie, wieczór i – jak się później okazało – noc spędziliśmy więc razem. Wojtkowi nigdy się nie odmawia, tym bardziej, że zaprosił mnie na uroczą kolację w milutkiej pachnącej aromatycznymi owocami restauracji. Świece, kelnerzy w białych koszulach ze sztywnym kołnierzem, pyszne wino… Wojtek lubi takie romantyczne scenerie, ja też lubię… Było naprawdę miło.
Dopiero wstałam, Wojtek wyszedł wczesnym rankiem i pojechał do rodziny na Śląsku. Na odchodne zrobił mi nawet poranną kawę. Gest doceniam.
Właściwie to mogłabym dziś nie wstawać z łóżka, ale szkoda mi się zrobiło tego ślicznego słoneczka za oknem. Wybiorę się do Łazienek na długi długi spacer. Ale to dopiero za kilka godzin, bo na razie poczytam sobie gazety w internecie, potem przydałoby się zjeść jakieś śniadanie, wziąć długą kąpiel z górą piany… Trochę to zajmie. I dobrze.