Zrobiłam sobie dobrze

poniedziałek; 23 czerwiec 2008

Arleta P.:
Podobno co się odwlecze to nie uciecze. W sobotę się nie udało, ale dziś już tak. I to w dodatku za jedyne dwie i pół stówki miesięcznie. Zapisałam się na jogę właściwie trzysta metrów od domu w eleganckiej sali gimnastycznej z ogromnymi oknami z których jest całkiem przyjemny widok na zielony park. I już jutro zaczynam. A potem w każdy wtorek i czwartek. Mogę chodzić nawet częściej, ale chyba co za dużo to niezdrowo. Więc będzie dwa razy w tygodniu. Pomiędzy tą obskurną salą gimnastyczną na UW a tym co będę miała teraz to jak niebo a ziemia. Żegnaj nawiedzona wegetarianko!
Zajęcia będzie prowadził całkiem interesująco wyglądający pan Artur, który na pewno nie wygląda na takiego, który się żywi tylko sałatką i marchewką. Punkt dla pana Artura. Wegetarianie do piachu.
Z tej radości poszłam sobie do kawiarni na Starym Mieście, zjadłam lody i zaczęłam się uśmiechać do ludzi. Ludzie też uśmiechali się do mnie… Żyć nie umierać. Chyba sporo jak na jedno przedpołudnie.
Teraz idę na francuski, a wieczorem… wieczorem też się będę dobrze bawiła.