Lubisz s.e.k.s.?
wtorek; 24 czerwiec 2008
Arleta P.:
Dostałam dziś od mojej przyjaciółki Joli sms o takiej treści: Lubisz s.e.k.s.?… Odpowiedziałam stanowczo: Tak. Szczególnie mikser. No, bo co można odpowiedzieć na pytanie: Lubisz swoje elektryczne kuchenne sprzęty?
A teraz już trochę poważniej… Byłam rano na pierwszych zajęciach z jogi. Rewelacja! Naprawdę w porównaniu z tymi na UW niebo a ziemia. I nie chodzi mi o to, że ten przystojniutki pan Artur nic nie wymaga. Wymaga, wymaga… i to ile. Ale robi to w taki sposób, że aż chce się go słuchać i wykonywać polecenia. Sama sala gimnastyczna jest świetna, po zajęciach można pójść bez obaw pod prysznic, bo rzeczy zostawia się w zamykanych na klucz szafkach o czym na Uniwerku chyba w życiu by nie pomyśleli. Cóż, skoro nie pomyśleli tam o prysznicach… Ale czego wymagać od państwowego molocha zarządzanego tak samo jak w czasach Bieruta i Gomułki…
Poza tym z samego rana przed pracą wpadł do mnie Piotr na pół godzinki. Chciałam mu zrobić nawet śniadanie, ale zaraz musiał się zwijać do biura. Takie jest życie adwokata – osobiście nie zazdroszczę… Niby się dobrze (a nawet bardzo dobrze…) zarabia, to jednak trzeba się przy tym nadenerwować jak mało gdzie. Nikogo tak zestresowanego jak on w życiu nie spotkałam.